Podróże kształcą, czyli wspomnień czar …

Uczniowie naszej Szkoły na początku wakacji wyjechali do Anglii na obóz językowy.

Ale … zacznijmy od początku.

02 lipca. Wyjazd i długa autokarowa podróż przez Niemcy, Belgię, Francję. Zaczynamy mówić po angielsku (nawet p. IM). Nie mamy wyjścia – po polsku nie rozumieją.

03 lipca – przeprawa promowa Calais – Dover i wreszcie w Margate. To urocza, nieco senna,  nadmorska miejscowość w hrabstwie Kent.  Poznajemy okolicę i podziwiamy przypływy i odpływy. Mieszkamy tuż przy plaży.  Niektórzy z nas przez okna mogą patrzeć na morze … Mamy tylko uwagę: naszemu hotelowi przydałby się lifting.  Nasza kucharka (trochę szalona pani Małgosia) wyczarowała pierwszy posiłek. Pani w recepcji nie rozumie innego języka niż angielski. Musimy swe myśli przekładać na język Szekspira. Idzie coraz lepiej. Potem po angielsku opowiadamy o spacerze po Margate. Pierwsza noc w Anglii. Oczywiście tylko częściowo przespana.

04 lipca. Przede wszystkim zajęcia językowe. Angielskie nauczycielki są przemiłe, ale … nie mówią po polsku i nie rozumieją języka Mickiewicza. Musimy mówić po angielsku. Zwiedzamy miejscową galerię. Oglądamy obrazy Wiliama Turnera. To angielski malarz znany z romantycznych pejzaży. Jeden z prekursorów impresjonizmu;  związany z Margate. Często bohaterem swych obrazów czynił morze; zdarzało się, że i widziane z niego Margate. Biegamy po mieście i staramy się rozmawiać po angielsku. Oczywiście na koniec dnia shopping.

05 lipca – Londyn! Wspaniały, tętniący życiem, wielonarodowy. Tłum turystów.  Zwiedzamy. Whitehall, Westminster Abbey, Big Ben. Muzea. Dlaczego tak szybko i tak dużo musimy chodzić? Na koniec rejs po Tamizie. Prawdziwy upał. A w Skierniewicach podobno pada.

06 lipca – zajęcia językowe. Po lunchu wizyta w Rochester – miasta Karola Dickensa. Zwiedzamy Guildham Museum i katedrę. Przeurocze miasto. Katedra robi na nas ogromne wrażenie, podobnie jak stare wąskie uliczki. Gdzie ta angielska pogoda? Znów upał i …shopping … i  nieprzespana dla wszystkich, trudna dla wychowawców – noc. No cóż, wakacje! Dobrze nam o tym przypominają wieczorne spacery po plaży.

07 lipca. Zajęcia językowe. Wszyscy pracowicie przygotowują się do wystąpienia. Każda grupa ma zaprezentować się po angielsku.  Piszemy dzienniki z pobytu. Nie mamy wyjścia. Jeśli nie powstaną, nie będzie jutro shoppingu. Po południu wyjazd do Canterbury, głównej siedziby kościoła anglikańskiego. Katedra ogromna i przepiękna. Mamy zaszczyt uczestniczyć w nabożeństwie anglikańskim. Wrażenia niezapomniane. Trudno opisać. Trzeba przeżyć. Na koniec prezentacje. Oczywiście po angielsku.

08 lipca. Jesteśmy w Deal. Wysokie białe klify! Świat jest cudowny! Angielski w praktyce, czyli shopping. To kochamy najbardziej. Skończyły się nam funty. Ale co tam. Niektórzy wracają z płytami Boba Dylana. Dziewczyny w czarodziejski sposób zamieniły funty w ubranka.

09 lipca. Wizyta w Broadstairs, letniej rezydencji Dickensa. Upał. Idziemy na plażę. Robimy ostatnie zakupy i powoli zbieramy się do wyjazdu. Ostatnia noc. Nietrudno domyślić się, że spaliśmy krótko.

10 lipca. Wyjeżdżamy. Trochę później niż planowaliśmy. Czas do domu, do Polski. Jesteśmy bogatsi o przeżycia, wspomnienia i  wiemy, że potrafimy dogadać się po angielsku.

W obozie językowym wzięło udział 46 uczniów. Chyba warto było. Każdego dnia wszyscy coraz śmielej mówili po angielsku. Znikała bariera językowa.  Nauka połączyła się w praktyce z zabawą i zwiedzaniem.

Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *